Jak kupujemy koty

Artykuły » Jak kupujemy koty

     Prowadzę hodowlę, kupuję i sprzedaję koty. Jedno i drugie jest bardzo trudne, jest po prostu wielką loterią. Jeżeli kupujemy na tzw. "kolanka" kot musi być przede wszystkim miły i zrównoważony, a to oznacza, że nie może uciekać jak domownik chce kota pogłaskać, nie może używać zębów i pazurków w celu odgonienia głaszczących rąk. Nie może materializować się w momencie podawania jedzenia, a cały czas udawać ducha. Miałam takiego kota... rudy klasyk z zielonymi oczami, przepiękny kot. Niestety, żeby się pojawił... w domu musiało być cichutko i najlepiej tylko ja. W momencie wchodzenia do domu innych mieszkańców a szczególnie mężczyzn kot znikał, na jedzenie wychodził w nocy. Zdecydowałam się go sprzedać jak doszło do mnie, że ten kot na wystawy jeździć nie będzie. Zgłosiła się do mnie potencjalna nabywczyni. Po wywiadzie (mieszkała sama) oraz uprzedzeniu, że kotek jest dzikus i samotnik, pojechał do nowego domu. Po trzech dniach telefon i pytanie: po jakim czasie kot prześpi w łóżku całą noc bo w tej chwili po dwóch godzinach wychodzi z łóżka? No i co miałam odpowiedzieć jak mnie zapowietrzyło? 
     Takie historie się zdarzają... Staram się zawsze uprzedzać przyszłych właścicieli o humorach kociąt, ale często to się zmienia. Koty przede wszystkim w nowych domach badają grunt... tzn. czy nowa Pani jest podatna na płacz kociątka, a to już się zaczyna w samochodzie. Uprzedzam: kot wyjęty z przenoski już nigdy spokojnie w niej nie zostanie a czasami trzeba samemu pojechać do lekarza np. na szczepienie i co wtedy? Płacz całą drogę! Druga sprawa: jedzenie. Tutaj koty mają ogromne pole do popisu. Kociątko w domu jadło wszystko, a po przyjeździe do nowego domu zaczyna się… tego nie, tamtego też nie, puszeczka nie, gotowane nie, suche nie... Pani szaleje, dzwoni do mnie i mówi, że polędwiczka, kawior i nic koteczka nie chce jeść. No więc pytam czy do kawioru kupiła szampana bo przecież niezbędny. Zresztą Iwunia ćwiczy Gosię do dzisiaj, a mnie zawsze poprawia się humor jak słyszę co Iwunia i Lucek wyprawiają. Z miluchami nie ma problemu, idą do nowych właścicieli nie oglądając się na dotychczasowy dom, im wszędzie jest dobrze, wszystko zjedzą, wejdą na każde kolanka. 
     Z kotami do hodowli jest już gorzej. Jak źle się trafi to katastrofa, oczywiście dla hodowli. Nikt nie rodzi się hodowcą i w 90 % nie kupuje się pierwszego kota do hodowli. Kupujemy pierwszego rasowego kota, bo: podoba nam sie jego wygląd, z potrzeby serca, pod wpływem impulsu. A potem kot zaczyna się "panoszyć" w naszym sercu i kotów zaczyna przybywać. Jeżeli jest to kotka, to takim impulsem jest pierwsza ruja, koteczka "cierpi " i coś trzeba zrobić: wysterylizować lub zapisać się do związku, pojechać na wystawę, poszukać kocura, pokryć i... są kocięta! No i jest hodowla!!!  Po jakimś czasie zaczynamy rozglądać się za kocurkiem, następną koteczką i tak się to już toczy. Własne kocięta są najpiękniejsze na świecie, najgrzeczniejsze i w ogóle bez wad. Jedynym problemem jest wybranie tego naj, naj, naj. Podziwiam bezstresowych hodowców, którzy tak akurat myślą. Dobrze jak rzeczywiście tak jest, ale jeżeli nie jest? Taki kot jest wizytówką hodowli, będzie ją reprezentował na wystawach a to ogromna odpowiedzialność. Przynajmniej dla mnie, ilekroć staję przed takim dylematem najchętniej zrzuciłabym odpowiedzialność na hodowcę, który chce mieć mojego kota. No, ale tak się nie da, trzeba się zdecydować, a potem z drżeniem serca czekać czy spełni pokładane w nim oczekiwania. Jak na razie było dobrze, ale znowu mam dylemat: dać do hodowli czy nie dać? 
     Ostatnio, moja hodowla powiększyła się o kotkę i kocurka. Sprowadzone z zagranicy, kupowane na podstawie zdjęć. I pytanie dobry jest kot czy zdjęcie? I tu bazujemy tylko na uczciwości hodowcy. To on musi zdecydować. I tak do końca nie mogę zrozumieć dlaczego sprzedają koty za granicę nie za dobre. I to zdarza się w każdym kraju. Najbardziej rozczarowała mnie Szwecja, gdzie uczciwość jej mieszkańców stała się legendą. Ostatnio hodowczyni ze Szwecji od której kupiłam mojego pierwszego kocurka uświadomiła mnie, że legenda się rozpadła i tam też już uczciwość jest bardzo w cenie. A może to my sami stworzyliśmy podstawy do takich drobnych oszustw sprzedając koty z mniejszymi i większymi wadami za granicę i teraz odbija się to czkawką na innych? Bo przecież za krótki ogon już nie urośnie, czoło się nie uwypukli, ucho też nie urośnie. Ale zdarza się też, że z brzydkiego kaczątka bez sierści wyrośnie przepiękny kot, a kociak który rokował wielkie nadzieje nie sprawdzi się na  wystawach jako dorosły, ale potomstwo może dawać doskonałe. Jak już gdzieś napisałam, koty uczą pokory, im dłużej je mam tym więcej się uczę. Gdybym jeszcze mogła nauczyć się cierpliwości… ale to raczej nieosiągalne.
     Moja rada? Kupujmy kota do hodowli z głową. Najlepiej jest pojechać wcześniej i zobaczyć kotka na żywo, ale to przeważnie niemożliwe. Popytajmy zaprzyjaźnionych hodowców co sądzą o naszym potencjalnym nabytku, oni widzą inaczej niż my. Bardziej obiektywnie i znajdą wady których my przeważnie nie chcemy zobaczyć. Kota na kolanka wybierajmy sercem, bo to najważniejsze w tym układzie. Nie musimy wtedy doszukiwać się potencjalnych błędów w urodzie bo miłość jest najważniejsza. Życzę udanych wyborów.